Przedszkolny konkurs obnażył podejście rodziców. Faworyzują dzieci na potęgę

10 godzin temu
"Dlaczego moje dziecko nie dostało nagrody?" – to pytanie coraz częściej wybrzmiewa w przedszkolnych salach. Konkurs recytatorski stał się punktem zapalnym do dyskusji o roszczeniowej postawie rodziców i faworyzowaniu dzieci. Dziś niestety rodzice uczą swoje pociechy, iż wyścig szczurów to coś naturalnego i pozwalają im unikać porażek za wszelką cenę.


"Dlaczego moje dziecko nie dostało nagrody?!"


W dzisiejszym świecie obserwuję dwa typy rodziców: takich, którzy lekceważą wszelkie zalecenia, apele ekspertów i wyniki badań naukowych, oraz takich, którzy są nadopiekuńczy i na każdym kroku starają się maksymalnie ułatwić dziecku życie, chroniąc je przed każdą, choćby najmniejszą trudnością.

Kiedy patrzę na ojców i matki w swoim otoczeniu, widzę, iż niewielu potrafi znaleźć w rodzicielstwie złoty środek.

Wyraźnie widać to choćby podczas przedszkolnych konkursów artystycznych.

Chyba każdy rodzic widział wystawę prac przedszkolaków, na której bez trudu można odróżnić dzieła wykonane przez pięciolatki od tych przygotowanych przez dorosłych. Oczywiście rolą opiekunów jest wspierać dzieci w takich przedsięwzięciach, ale nie wyręczać ich całkowicie – zwłaszcza gdy później to maluch odbiera nagrodę za pracę, której sam nie wykonał.

O podobnej sytuacji napisała ostatnio na Threads nauczycielka przedszkolna. Opisała konkurs recytatorski, do którego nauczyciel z każdej grupy miał wytypować dziecko z grupy jako reprezentanta.

Po ogłoszeniu decyzji zgłosiła się do niej mama jednego z podopiecznych z pretensją, dlaczego nie wybrano jej dziecka, skoro – jak twierdziła – bardzo tego chciało i ma wyjątkowy talent.

Nauczycielka wyjaśniła, iż chciała dać szansę także innym dzieciom i nie zamierza nikogo faworyzować.

Autorka wpisu ostatecznie usunęła post, komentując, iż pod jej adresem pojawiła się fala krytyki. Przyznała później, iż nie spodziewała się aż tak negatywnej reakcji odbiorców. Napisała następująco:

Od małego wyścig szczurów


Ta sytuacja pokazuje, jak bardzo brakuje nam dziś dystansu i krytycznego spojrzenia na własne postawy rodzicielskie. Wielu komentujących prawdopodobnie uznało, iż obowiązkiem dorosłych jest bezwzględne wspieranie talentów dziecka i "dmuchanie w jego skrzydła". I samo w sobie jest to słuszne podejście – problem zaczyna się wtedy, gdy wsparcie zamienia się w presję, a oczekiwanie wyjątkowego traktowania prowadzi do faworyzowania jednych kosztem innych.

Dla mnie nauczyciel wciąż pozostaje autorytetem. To osoba, która spędza z dziećmi wiele godzin dziennie, obserwuje je w różnych sytuacjach i zna dynamikę grupy. Ufam, iż decyzja o wyborze reprezentanta nie jest przypadkowa.

Tymczasem coraz częściej można odnieść wrażenie, iż część rodziców podważa kompetencje pedagogów przy pierwszej decyzji, która nie jest zgodna z ich oczekiwaniami. Wystarczy, iż coś – w ich ocenie – "szkodzi" dziecku, by uznać nauczyciela za winnego.

To właśnie w takich momentach zaczyna się niebezpieczny trend: przekonanie, iż moje dziecko jest najlepsze, a jeżeli świat tego nie dostrzega, to znaczy, iż świat – a zwłaszcza nauczyciele – się myli.

A przecież wychowanie to nie nieustanne udowadnianie wyjątkowości, ale uczenie radzenia sobie z porażką, czekania na swoją kolej i akceptowania faktu, iż inni też mają swoje talenty.

Może więc zamiast walczyć o każdą nagrodę i każdą okazję do bycia popularnym, warto czasem pozwolić dziecku doświadczyć, iż nie zawsze jest czy będzie w centrum uwagi – i iż to wcale nie odbiera mu wartości. Bo pewność siebie nie powinna rodzić się z wygranych konkursów. Powinna być budowana przez rodziców i innych dorosłych w zdrowych relacjach i szacunku do innych.

Idź do oryginalnego materiału