Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, iż sytuacja w szkołach się poprawia. Wakaty są mniejsze niż rok temu, liczby wyglądają nieco lepiej. Problem w tym, iż — jak pokazują najnowsze dane — to tylko pozorna poprawa. w tej chwili system działa głównie dzięki tym, którzy dawno powinni już odpoczywać.
System trzymają emeryci — a ich odejście grozi katastrofą
Kryzys kadrowy w polskiej edukacji nie zniknął, po prostu został chwilowo „zamaskowany". W dużej mierze dzięki nauczycielom-emerytom, którzy przez cały czas pracują i uzupełniają braki.
W ciągu ostatniego roku w systemie przybyło ich aż 7 tysięcy. Łącznie jest ich około 65 tysięcy. Teraz wystarczy tylko, iż część z nich zdecyduje się odejść, i system stanie w obliczu wielkiego problemu.
Jak zauważa Robert Górniak z profilu Dealerzy Wiedzy, gdyby choćby tylko połowa emerytowanych nauczycieli zrezygnowała z pracy, w szkołach mogłoby pojawić się choćby 32 tysiące dodatkowych wakatów. System jest dziś bardzo uzależniony od doświadczenia starszego pokolenia.
Wakaty spadają, ale statystyki kłamią
Pod koniec marca na stronie MEN widniało 7289 ofert pracy dla nauczycieli. To mniej niż rok wcześniej (w 2025 było ich 8445), co daje spadek o około 13 procent.
Tylko iż te dane nie oznaczają, iż problem znika. Wręcz przeciwnie — wszystko wskazuje na to, iż to chwilowe „wypłaszczenie", a nie trwała poprawa. Braki kadrowe są bowiem od lat maskowane przez nadgodziny nauczycieli — i właśnie ten mechanizm opisuje szczegółowo materiał o tym, iż nauczyciele wściekli o podwyżki nie dostrzegają innego problemu w szkołach: przeciążenia, które całkowicie umyka statystykom MEN.
Już nie tylko przedszkola. Szkoły potrzebują specjalistów
Jeszcze do niedawna najwięcej mówiło się o brakach w przedszkolach. Dziś to już tylko część problemu. Zresztą niż demograficzny najlepiej widać w przedszkolach, gdzie zamykane są kolejne oddziały — co paradoksalnie sprawia, iż tamtejszy kryzys kadrowy tymczasowo zelżał, ale przeniósł się wyżej.
Największe zapotrzebowanie dotyczy teraz nauczycieli współorganizujących kształcenie (857 wakatów), nauczycieli wychowania przedszkolnego (636), pedagogów (628), matematyków (583), psychologów (513), polonistów (504) i nauczycieli języka angielskiego (421).
To wyraźny sygnał, iż szkoły coraz bardziej potrzebują nie tylko nauczycieli, ale też specjalistów, którzy wspierają dzieci w nauce i codziennym funkcjonowaniu. Dokładnie o tym, skąd się bierze ten kryzys w szkołach i ile zarabiają nauczyciele — w tym dlaczego młodzi masowo rezygnują z zawodu — pisał szczegółowo INNPoland.
„Przeczekamy niż"? To myślenie życzeniowe
Często pojawia się przekonanie, iż niż demograficzny sam rozwiąże problem braków kadrowych. Jednak — jak podkreślają eksperci — to myślenie życzeniowe.
Spadek liczby uczniów może chwilowo zmniejszyć zapotrzebowanie w przedszkolach czy klasach 1–3. Ale w przypadku nauczycieli przedmiotowych i specjalistów sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Tu zapotrzebowanie wciąż będzie wysokie i to jeszcze przez długie lata.
Problem, który zostanie z nami na dłużej
Choć pojawiają się różne rozwiązania systemowe — na przykład MEN chce zatrzymać nauczycieli w szkołach poprzez ulgi podatkowe i dodatki dla tych, którzy nie przejdą na emeryturę — nie spowoduje to, iż problem braków kadrowych zniknie.
Warto przy tym pamiętać, iż sama zmiana dla nauczycieli, czyniąca emeryturę bardziej opłacalną, działa w dokładnie przeciwnym kierunku: nowe zasady odpraw od 2026 roku mogą skłonić kolejnych doświadczonych pedagogów do wcześniejszego odejścia, pogłębiając i tak już poważne luki kadrowe.
I przez najbliższe lata wciąż będziemy zadawać sobie to samo pytanie: czy w szkołach będzie miał kto uczyć nasze dzieci?

3 godzin temu






