Koniec ery Wyższych Szkół Tego i Owego. (Nie) Polityczny Kraków

4 godzin temu

Za chwilę początek roku szkolnego. Ani się nie obejrzymy, a będzie początek roku akademickiego. Zasadniczo, są już znane wyniki rekrutacji na studia na polskich uczelniach. Mówią nam one parę rzeczy, z których cześć to znak czasów, a część to informacje zwyczajnie złe.

Eldorado polskich uczelni dobiegło końca. Skończyły się czasy, w których w zasadzie w każdym mieście działała Wyższa Szkoła Tego i Owego, a w dużych miastach takich szkół było choćby kilkadziesiąt. Młodzi ludzie oczekują współcześnie dużych pensji za relatywnie niedużo wysiłku od zaraz. A wszelkiej maści wpływacze vel influencerzy pokazują, iż tak się da. Bo rzeczywiście kilka procent młodych ludzi ma taką szansę i będzie zarabiać jako internetowe słupy reklamowe. Współczesne polskie uczelnie wyższe mają coraz mniej argumentów, by przyciągać szersze rzesze studentów, a powodów tego stanu rzeczy jest wiele, w tym patologiczny i niewystarczający system finansowania. Na ten temat powstało już i powstanie jeszcze wiele sążnistych opracowań, ale my dziś nie o tym.

Najmniej popularne kierunki studiów, np. na dwóch największych polskich uniwersytetach, tj. UJ i UW pokazują przynajmniej trzy interesujące trendy, oprócz oczywiście tego, iż studentów jest coraz mniej. Po pierwsze, w najściślejszym związku z faktem, iż młodzi ludzie studiować nie chcą i oczekują szybkich praktycznych efektów od zaraz, jest ich niechęć do efemerycznych kierunków, które długimi, skomplikowanymi hasłami i modnymi w danym sezonie sloganami mają przyciągnąć na uczelnie nowych żaków. To jest recepta o krótkim terminie ważności, bo coś co zadziała przez rok lub dwa, nie wytrzymuje potem prostego testu w postaci pytania „Co dalej po studiach?”. Wie to, a przynajmniej może podejrzewać, geograf, socjolog, czy absolwent administracji oraz każdy przechodzień, którego można zapytać co absolwent takich kierunków może robić w życiu zawodowym.

Ale konia z rzędem temu, kto powie jakie jest szersze „zastosowanie” absolwenta Social and public policy, czy Chemii zrównoważonego rozwoju. Są to kierunki, które używają modnych haseł, czy wprost czerpią swoją nazwę z języka obcego, ale konkret płynący z nich dla potencjalnych kandydatów i rynku pracy nie jest gigantyczny, a przez to kandydatów na takie i podobne studia nie jest wielu. Cóż, marketing to interesująca dziedzina (i przedmiot wielu kierunków studiów) warto jednak, by poza nim kierunek niósł za sobą coś jeszcze.

Druga grupa mało popularnych kierunków to rozmaite filologie. Kierunki niegdyś rozchwytywane, bo potrzebne. Dziś, jak wynika choćby z rekrutacji na studia, potrzebne znacznie mniej. Wydaje się, iż w tym akurat wypadku wielka w tym zasługa sztucznej inteligencji. AI to hasło wytrych współczesności, remedium i postrach na wszystko, i niewątpliwie jest to zjawisko, które będzie mieć wielkie znaczenie dla rynku pracy. Ale roboty roboty wszystkim nie zabiorą. Sztuczna inteligencja nie będzie lepszymi psychologiem, czy lekarzem. Obroni się też administracja, bo może i wprowadzi automatyzację procesów obsługi obywateli, ale procedowanie spraw-to czego obywatel już nie widzi- w dalszym ciągu zostawi się ludziom, choćby kosztem wymyślenia najbardziej absurdalnych procedur.

Tymczasem, sensem wykształcenia filologicznego jest tłumaczenie, bo filolog rumuński, czy łotewski w szkole uczył nie będzie. Niestety dla tych filologów, AI radzi sobie z przekładaniem z języka na język już znacznie lepiej niż kiedyś i z „Dzięki z góry” nie zrobi :Thank you from the mountain”. Potencjalni studenci o tym wiedzą i stąd odpływ od filologii.

Trzeci trend, który widać w tegorocznej rekrutacji na studia jest niestety najgroźniejszy społecznie. Wśród najmniej obleganych kierunków znalazły się m.in wszelkiego rodzaju pedagogiki, w tym pedagogika wczesnoszkolna, filologia polska dla nauczycieli, czy chemia. Pokazuje to, iż młodzi ludzie nie marzą o byciu nauczycielami, a prestiż tego stanowiska jest coraz mniejszy. Temu akurat, zwłaszcza wobec zarobków nauczycieli nie ma się co dziwić. Zdziwienia doznamy jednak wszyscy, gdy okaże się, iż nie będzie komu uczyć, a zwłaszcza wychowywać i pilnować naszych dzieci, czego AI ani teraz, ani jeszcze przez lata nie zrobi.

Starzejące się społeczeństwo iż starymi nauczycielami będzie więc wychowywać młodzież uzależnioną od AI i zapatrzoną weń jak w obrazek. Może to przesadzona i kasandryczna wizja. Przekonamy się niedługo. Nie ulega jednak wątpliwości, iż dół, w którym znalazła się polska edukacja stałe się pogłębia i nie chodzi tu wcale o brak pomysłów rządzących na tę dziedzinę. Nigdy jeszcze nie było tak, żeby wobec nowych zwyczajów, trendów na rynku pracy i rozwoju technologii, edukacja była tak nieistotnym dla młodych ludzi zagadnieniem. o ile to trend ogólnoświatowy i tak już po prostu będzie, to w porządku- mamy wątpliwy zaszczyt być w mainstreamie. Ale jeżeli wiedza i umiejętności wciąż będą na świecie coś warte, to będziemy wyrobnikami tych, którzy to w przeciwieństwie do nas zrozumieli. Jednak za taki obrót sprawy thank you from the mountain.

Jakub Olech, politolog, wykładowca akademicki, krakowianin z importu, obserwator (bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

Idź do oryginalnego materiału