McDonald’s – temat, który dzieli rodziców
HuffPost zapytał dietetyków, czy pozwalają swoim dzieciom jeść w McDonald’s. Odpowiedzi były zaskakująco spójne, a wnioski – bardzo ludzkie. I przyznam, iż czytając je, zaczęłam myśleć o własnym podejściu do jedzenia, które serwuję swojemu dziecku.
Zakazy są gorsze niż frytki, bo tylko podsycają apetyt
Heidi McIndoo, dietetyczka z Bostonu, powiedziała:
"Pozwalałam moim dzieciom jeść w McDonald's z wielu powodów".
"Całkowite zakazanie dzieciom jedzenia sprawia, iż stają się one dla nich bardziej atrakcyjne" – powiedziała.
"Wspiera to również mentalność 'dobrych' i 'złych' pokarmów, co może prowadzić do problemów ze zdrowym odżywianiem w późniejszym wieku".
I to jest bardzo prawdziwe – im bardziej coś zakazane, tym bardziej dzieci tego pragną. Sama miałam tak z gumami balonowymi w dzieciństwie. Nie chodziło o smak, tylko o to, iż były 'zakazane'.
McIndoo podkreśliła, iż traktowała McDonald’s jako 'jedzenie od czasu do czasu', a jeżeli już tam była, starała się zbilansować posiłek, np. dodać mleko albo plasterki jabłka. To podejście wydaje mi się zdrowe – nie chodzi o wymazanie fast foodu z życia dziecka, tylko o umiejętność postawienia granicy.
Elastyczność zamiast moralizowania
Julia Cassidy, dietetyczka i specjalistka od zaburzeń odżywiania z Eating Recovery Center, ujęła to bardzo trafnie:
"Nie uważam McDonald'sa – ani żadnego innego jedzenia – za 'dobre' lub 'złe'".
Jej zdaniem etykietowanie produktów może prowadzić do wstydu i niezdrowej relacji z jedzeniem. To podejście bardzo do mnie przemawia – bo ile razy sama łapałam się na tym, iż robię z jedzenia wielką ideologię, zamiast po prostu usiąść i cieszyć się wspólnym posiłkiem?
Cassidy mówi, iż jej synowie czasami jedzą w McDonald’s i traktuje to tak samo, jak każdy inny posiłek. To dla mnie ważna lekcja: elastyczność i brak moralizowania mogą dać więcej niż zakazy.
McDonald’s na specjalne okazje
Megan Wroe z St. Jude’s Wellness Center powiedziała, iż "nie uważa żadnego rodzaju pożywienia za absolutnie zabronione.
"Mimo to, nie staram się specjalnie kupować fast foodów dla moich dzieci" – dodała.
"Wierzę w dostarczanie jak największej ilości prawdziwego, domowego jedzenia i rezerwowanie fast foodów na specjalne okazje lub dni, kiedy nasz harmonogram tego absolutnie wymaga".
Brzmi rozsądnie – i chyba blisko tego, co sama zauważyłam. jeżeli frytki nie są codziennością, dzieci cieszą się nimi o wiele bardziej. Może to jest klucz: nie demonizować, ale też nie robić z McDonald’s codziennego obiadu.
Uczmy świadomych wyborów
Rachel Trotta, specjalistka ds. żywienia i trenerka personalna, tłumaczyła, iż jej podejście nie polega na pozwalaniu, ale na uczeniu zdrowej relacji z jedzeniem.
"Wiem, iż okazjonalne zjedzenie czegoś w stylu fast food (bez negatywnego komentarza) pozwala zachować dystans i nie wyolbrzymiać problemu" – powiedziała Trotta.
To jest dokładnie to, co mnie uderza – w rodzicielstwie nie chodzi o to, żeby izolować dzieci od wszystkiego, tylko żeby nauczyć je wybierać i ufać swojemu ciału.
Nawet w McDonald’s można przecież wybrać mleko zamiast coli albo jabłko zamiast dodatkowych frytek. To małe rzeczy, które robią różnicę.
Edukacja ważniejsza niż zakazy
Aliza Marogy, dietetyczka z Anglii, zauważyła:
"Zamiast tworzyć ograniczenia, które mogłyby sprzyjać niezdrowej relacji z jedzeniem, jako rodzina skupiamy się na edukacji i wyborach. Nasze podejście koncentruje się na nauczaniu o produktach bogatych w składniki odżywcze, aby syn zrozumiał, jak i które produkty najlepiej wspierają jego rozwijający się organizm" – powiedziała.
Ponadto Marogy czasami przygotowuje alternatywne dania, takie jak domowe burgery i ćwiartki ziemniaczane.
I to trafia w punkt. Bo przecież w McDonald’s też znajdziemy opcje bardziej wartościowe – sałatki, plasterki jabłek, kukurydzę w kolbie, soki czy mleko zamiast coli. To właśnie o to chodzi w wychowaniu żywieniowym: nie o zakazy, ale o uczenie dzieci, iż choćby w fast foodzie można sięgnąć po coś, co będzie dla nich lepsze.
Wnioski, które mnie zaskoczyły
Czytając wypowiedzi ekspertów dla HuffPost, poczułam ulgę. Nie muszę wybierać między "perfekcyjnie zdrową dietą" a "fast foodowym piekłem". Mogę uczyć dziecko równowagi, elastyczności i świadomości – a McDonald’s może być po prostu jednym z wielu elementów codziennego życia.
Ani zakazanym owocem, ani codziennym obiadem. I to, jak się okazuje, jest najzdrowsze podejście, jakie mogę mu przekazać.