Testy sportowe w szkole. "Owińcie dzieci folią bąbelkową i niech siedzą na ławce"

9 godzin temu
Od lutego 2026 roku testy sprawności fizycznej stały się obowiązkowym elementem edukacji wczesnoszkolnej. Obejmują uczniów klas 1-3 i mają służyć przede wszystkim diagnozie rozwoju motorycznego dzieci, a nie ich ocenianiu czy rywalizacji.W ramach zajęć wychowania fizycznego uczniowie wykonują cztery próby sprawnościowe: bieg wahadłowy 10x5 metrów, 20-metrowy wytrzymałościowy bieg wahadłowy (tzw. beep-test), deskę (podpór leżąc przodem) oraz skok w dal z miejsca. Wyniki trafiają do systemu, dzięki czemu nauczyciele mogą monitorować kondycję fizyczną dzieci oraz ewentualne trudności ruchowe.
REKLAMA


Zobacz wideo


12 proc. podstawy programowej w rosyjskich szkołach to czysta propaganda


"Czy ktoś was informował?"Choć założeniem testów jest profilaktyka zdrowotna i wspieranie aktywności fizycznej najmłodszych, temat wzbudza sporo emocji. Jedna z mam na facebookowej grupie @MamyMamom postanowiła zapytać innych rodziców o ich doświadczenia. Jej wpis gwałtownie wywołał gorącą dyskusję."Cześć. Czy w szkołach waszych dzieci są tzw. bip testy na lekcjach wychowania fizycznego? W jaki sposób dzieci są do tego przygotowywane? Czy jako rodzice, wyrażaliście zgody na te testy, ktoś was informował, iż coś takiego się będzie odbywać? Jaki macie stosunek do tego tworu?" - zapytała.Pod postem niemal natychmiast pojawiły się dziesiątki komentarzy. Większość podkreślała, iż testy są naturalnym elementem zajęć ruchowych."Nic strasznego"Spora grupa komentujących uważa, iż wokół testów powstało niepotrzebne zamieszanie. Rodzice zwracają uwagę, iż dzieci i tak przez cały rok szkolny ćwiczą na lekcjach WF-u, więc same próby sprawnościowe nie powinny być dla nich zaskoczeniem.


"Według nowej podstawy programowej testy są obowiązkowe. Od tego roku również dla klas 1-3. Nie podlegają one żadnej ocenie. Wyniki wpisywane są do systemu i tyle" - przyznaje jedna z osób. Inni podkreślają, iż testy mogą pomóc w wychwyceniu problemów zdrowotnych lub braku aktywności fizycznej.U córki w drugiej klasie są. Test sprawnościowy to nic złego. Dzięki temu można określić kondycję dziecka i w razie czego odpowiednio zareagować- czytamy."Z wychowania fizycznego robią problem"Pojawiały się też komentarze pełne ironii. "Owińcie dzieci folią bąbelkową i niech siedzą na ławce" - stwierdziła jedna z uczestniczek dyskusji.


Nie brakowało też głosów krytykujących nadmierne obawy dorosłych. Jedna z internautek zauważyła: "Ludzie zapisują dzieci na tańce, gimnastyki, pływanie, siatkówkę, akrobatykę, jazdę konną, siłownie, jogę, fitness, piłkę nożną, karate, a z wychowania fizycznego w szkole robią problem".Niektórzy odnieśli się też do podpisywania zgody, o którą w poście pytała internautka. "Przecież to jest po prostu bieg ciągły, coraz szybszy w rytm dźwięków, aż sama osoba biegnąca mówi pas. Nie rozumiem, na co tu wyrażać zgodę" - napisała jedna z osób."Nie ma wykluczenia"Głos też zabrała pani Kasia, mama 9-latka z podwarszawskiej szkoły podstawowej. - U Tadka w szkole już takie testy były prowadzone. Syn opowiadał, iż poszło mu świetnie i wrócił bardzo zadowolony. Absolutnie ani nie marudził, ani nie narzekał. Podobno cała klasa dobrze się przy tym bawiła. Nie było mowy o żadnej rywalizacji czy wykluczeniu - wyznaje w rozmowie z eDziecko nasza czytelniczka. A Ty, co myślisz o takich zajęciach? Chcesz podzielić się z nami swoją historią? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału