Chciała odpocząć z rodziną
Moja znajoma, nazwijmy ją Ania, wróciła niedawno z rodzinnych wakacji. Pojechali z mężem i dziećmi (córka w 7. klasie i syn w przedszkolu) na tydzień all inclusive do egzotycznego kraju, gdzie słońce grzało, a ceny – przynajmniej na razie – nie odstraszały. Postanowili skorzystać, bo córka Ani, Zuzia, jest w siódmej klasie, a jak wiadomo – w szkole podstawowej przełom marca i kwietnia to raczej spokojny czas. Nie ma jeszcze końcoworocznego zamieszania, klasówki są do ogarnięcia, a do wystawiania ocen na koniec roku daleko. Idealny moment na krótki odpoczynek przed finałową prostą.
Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, iż po powrocie do szkoły Zuzia musiała zmierzyć się z nauczycielską kontrolą. Pani od matematyki, zamiast zapytać, czy Zuzia potrzebuje pomocy w nadrobieniu zaległości, postanowiła przeprowadzić małe śledztwo. "A dlaczego cię nie było? Czemu jesteś taka opalona?" – zaczęła. Ton nie sugerował ciekawości, tylko pretensje. Jakby wyjazd na wakacje był czymś niewłaściwym, wręcz nagannym.
Ania, choć jest osobą racjonalną i spokojną, poczuła się nieswojo. A co jeżeli nauczycielka nie będzie chciała usprawiedliwić nieobecności? Co jeżeli potraktuje ten wyjazd jak wagary i odmówi mojej znajomej usprawiedliwienia godzin? Przecież nie o to chodzi. Ania po prostu skorzystała z okazji, żeby spędzić razem czas, odpocząć i naładować baterie. Wiedziała, iż córka poradzi sobie z nadrobieniem zaległości. A Zuzia? Zobaczyła inny kraj, inną kulturę, spróbowała lokalnych potraw – to też jest forma nauki. I to w praktyce.
Dajcie uczniom trochę oddechu
Obowiązek szkolny to jedno, ale zastanawiam się, gdzie jest jakaś granica. Normalnie córka znajomej rzadko choruje, nie wagaruje i ma 90-procentową frekwencję. Czy tydzień poza szkołą naprawdę jej zaszkodzi? jeżeli dziecko nadrobi materiał, uzupełni notatki i napisze sprawdziany, to w czym problem? Gdyby Zuzia była chora, to też musiałaby opuścić lekcje i nikt by z tego nie robił afery. Ale jeżeli zamiast leżeć w łóżku z gorączką, spędziła tydzień na ciepłej plaży, to nagle robi się z tego dramat. Czy w szkole naprawdę obowiązuje niepisana zasada, iż odpoczynek jest czymś podejrzanym?
Zastanawia mnie to nasze polskie podejście do szkoły. W krajach zachodnich takie rodzinne wyjazdy w trakcie roku szkolnego chyba nikogo nie dziwią. Rodzice wiedzą, iż najważniejsze jest to, by dziecko przyswoiło wiedzę, a nie żeby miało stuprocentową frekwencję. U nas wciąż pokutuje myślenie, iż nieobecność to grzech, niezależnie od powodów.
Warto tak rygorystycznie podchodzić do sprawy? Może lepiej spojrzeć na to z szerszej perspektywy? Zamiast oceniać, lepiej wspierać. Bo edukacja to nie tylko siedzenie w ławce, ale też doświadczanie świata. A Zuzia – zamiast spędzić tydzień na kolejnych powtórkach z ułamków – wróciła bogatsza o wspomnienia, nowe doświadczenia i... tak, z piękną opalenizną. Czy to naprawdę coś złego?