Nauczycielka: "Staję na głowie, żeby uczniom żyło się łatwiej. Kwiaty na wywiadówce to norma"

2 dni temu
Nauczycielka języka polskiego podzieliła się swoimi refleksjami na temat znaczenia spotkań z rodzicami. To odpowiedź na artykuł dotyczący współczesnych wywiadówek. Choć wie, iż zebrania online to wygodne rozwiązanie, podkreśla, iż tradycyjne wywiadówki mają niezastąpioną rolę w budowaniu relacji.


Rodzice nie mają czasu w wychowywanie


Z zainteresowaniem przeczytałam artykuł dotyczący roli wywiadówek w dzisiejszym systemie edukacyjnym i problemów z nimi, który opublikowano w waszym portalu. Chciałabym odnieść się do poruszonych w nim kwestii, szczególnie w kontekście mojej pracy jako nauczycielki języka polskiego w szkole podstawowej i wychowawczyni klasy 6.

Zgadzam się, iż cyfrowe narzędzia, takie jak e-dzienniki, Messenger czy mail, ułatwiają rodzicom bieżący kontakt ze szkołą i umożliwiają szybkie uzyskanie informacji na temat postępów dziecka. Sama niejednokrotnie wysyłałam wiadomości w Librusie na temat poszczególnych uczniów i np. ich aktywności na lekcjach czy wyników ze sprawdzianu.

Niemniej jednak uważam, iż wywiadówki w formie stacjonarnej mają niezastąpioną rolę w budowaniu relacji między nauczycielami a rodzicami. To w dalszej perspektywie przekłada się na lepszą współpracę i efekty w nauce oraz wychowaniu dzieci. W swojej pracy staram się, by spotkania z rodzicami miały jak najbardziej otwarty, dialogowy charakter.

Dlatego na zebraniach ustawiam krzesła w półkole, aby stworzyć atmosferę swobodnej rozmowy, w której wszyscy mogą poczuć się zaangażowani. Zauważyłam jednak, iż coraz częściej rodzice przychodzą na wywiadówki z nastawieniem, by jak najszybciej "załatwić sprawę" i wrócić do codziennych obowiązków. Nie dziwię im się zazwyczaj, ale są też sytuacje, które wymagają rozmów i znalezienia rozwiązania różnych sytuacji. Najczęściej rodzice tych uczniów, o których trzeba porozmawiać najpilniej, mają jakimś cudem najmniej czasu.

Staram się dbać o atmosferę


To smutne, bo pokazuje jasno, iż mamy dzieci, ale nie mamy czasu w ich wychowywanie. Rozumiem, iż zdalne spotkania online były wygodne, ale nie są one w stanie zastąpić wartościowej, osobistej rozmowy, która jest kluczowa, by lepiej poznać potrzeby dziecka i skuteczniej wspierać je w rozwoju. Szczególnie wtedy, gdy ten rozwój jest zaburzony lub kiedy uczeń ewidentnie potrzebuje uwagi i wsparcia dorosłych.

Wielu rodziców podchodzi do wywiadówek jak do obowiązku, nie dostrzegając, jak istotną rolę odgrywają w budowaniu pozytywnych relacji ze szkołą. To nie tylko czas na wymianę informacji o dziecku, ale także okazja, by wspólnie zastanowić się nad wyzwaniami, przed którymi stoi uczeń.

Zgadzam się, iż czasami temat może wydawać się "wałkowany" za bardzo ogólnie, jeżeli spotykamy się całą klasą. Po każdym zebraniu możemy też przecież porozmawiać indywidualnie, co jest na wagę złota. Dzięki takim rozmowom razem można podejmować decyzje dotyczące edukacji i wychowania dzieci.

Choć nie twierdzę, iż wywiadówki są jedyną formą kontaktu, to jednak osobiście wierzę, iż bezpośrednia rozmowa z rodzicami – choćby jeżeli trwa kilkanaście minut – ma swoją wartość i sens. Sama często na zebrania przynoszę kwiaty do wazonu na biurko i staram się, by sala była uprzątnięta, bo to sprawia, iż zebranie jest jakieś bardziej sympatyczne. Być może, zamiast rezygnować z nich całkowicie, warto rozważyć wprowadzenie hybrydowego modelu, który połączy zalety tradycyjnych spotkań z wygodą nowoczesnych rozwiązań.

Idź do oryginalnego materiału