Nauczyciele patrzą na śniadaniówki uczniów. "Rodzice myślą, iż szkoła to przechowalnia"

2 dni temu
Zastanawiam się, czy szkoła to jeszcze miejsce nauki, czy raczej darmowa przechowalnia dzieci? Mocne? Być może. Do napisania takiego, a nie innego wstępu skłoniły mnie słowa jednej z nauczycielek, która bez owijania w bawełnę opowiada o tym, co dzieje się w podstawówkach.


Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia – wydawać by się mogło, iż wszyscy zdają sobie z tego sprawę, a już na pewno rodzice, którzy przygotowują dzieciom śniadaniówki. Jednak rzeczywistość wygląda inaczej.

Brutalna prawda


Moja stara znajoma, nauczycielka z warszawskiej podstawówki opowiada mi o drugim śniadaniu uczniów i nie kryje swojego oburzenia.

– Czasami zastanawiam się, czy to w ogóle można nazwać jedzeniem. Drożdżówki, batony, chipsy, czasem jakieś słodkie napoje – to chyba standard wśród uczniów. Dzieci zamiast zdrowego śniadania często sięgają po to, co da im gwałtownie energię, ale bez żadnej wartości odżywczej. I potem widać efekty: dzieci są rozdrażnione, mają problemy z koncentracją, a niektóre wprost mówią, iż nie czują się dobrze.

Winą obarcza rodziców, bo to głównie od nich zależy, co uczeń znajdzie do zjedzenia w plecaku. Zwraca też uwagę na inną, równie istotną kwestię.

– Rodzice często traktują szkołę jak przechowalnię – po prostu posyłają dzieci, żeby spędziły czas pod opieką, a potem odbierają je, nie martwiąc się, co się dzieje w tym czasie. Śniadaniówki to tylko część problemu. Zamiast poświęcić chwilę na przygotowanie zdrowych posiłków, pakują coś szybkiego, byleby dzieci miały co zjeść i nie głodowały. Ale nie myślą o tym, jak to wpływa na ich zdrowie i koncentrację – dodaje.

Zamiast pełnowartościowego posiłku uczniowie często dostają coś, co ma tylko zaspokoić chwilowy głód, bez żadnej wartości odżywczej.

Znajoma wspominała, iż jej zdaniem, jednym z największych problemów w dzisiejszym systemie edukacji jest to, iż szkoła zaczyna być postrzegana przez wielu rodziców jako miejsce, które ma przejąć obowiązki wychowawcze.

– Tak sobie myślę, iż rodzice coraz częściej traktują szkołę jak bezpłatną opiekę. Oczekują, iż dzieci będą w szkole spędzać czas, a nauczyciele zajmą się wszystkim – wychowaniem, nauką, a choćby zabawianiem. I to samo widać w kontekście jedzenia – podkreśla.

Takie podejście nie jest adekwatne i niestety prowadzi do sytuacji, gdzie dzieci, zamiast zdrowo się odżywiać, jedzą to, co najszybsze i najłatwiejsze. Zajadają się tym, co znajdą w plecaku. Szkoda, iż nie ma w nim owoców, chrupiącej marchewki, grahamki z serem, pomidorem i szczypiorkiem. Dlaczego? Myślę i nie mogę znaleźć racjonalnego wytłumaczenia.

Idź do oryginalnego materiału