Mój syn w zerówce powiedział koleżance słowo na „o”. Jej rodzice zakazali nam kontaktów

11 godzin temu
Zdjęcie: Syn naszej czytelniczki wykazał się wiedzą i empatią, a spotkało go za to odrzucenie, fot. AdobeStock/Yulia Raneva


Co się wydarzyło w zerówce?

Mój synek ma sześć lat i chodzi do zerówki. To dziecko bystre, wrażliwe i bardzo uważne. Ma starszą siostrę, która niedawno zaczęła dojrzewać i niektóre tematy są już u nas w domu obecne. Nie robimy z tego tabu – traktujemy ciało, zdrowie i zmiany w nim jako coś naturalnego, o czym można rozmawiać spokojnie i bez wstydu.

Kilka dni temu jego koleżankę z grupy bolał brzuch. Synek, skojarzywszy sytuację ze starszą siostrą, zapytał: „Masz okres?”. Dla niego to było zwykłe, logiczne pytanie – tak jak inne dzieci pytają, czy ktoś ma katar albo gorączkę. Nie było w tym złych intencji, złośliwości ani niewłaściwego podtekstu. Raczej troska.

Niestety, reakcja rodziców dziewczynki przeszła moje najgorsze oczekiwania. Kilka dni później dostaliśmy od nich wiadomość, iż nie życzą sobie, by nasz syn miał kontakt z ich córką. Ich zdaniem chłopiec użył „wulgarnego słowa”, a oni sami „o takich sprawach z dziećmi nie rozmawiają”.

Dlaczego edukacja intymna od najmłodszych lat jest ważna?

Jestem szczerze oburzona i zdegustowana ich postawą. Mój syn nie przekroczył żadnych granic – zadał naturalne pytanie, kierując się wiedzą i empatią. To my, dorośli, dorabiamy do tego niepotrzebne konteksty.

W naszym domu uczymy dzieci, iż ciało nie jest tematem tabu. Wierzę, iż wiedza to klucz do bezpieczeństwa i zdrowia. Dzięki temu dzieci wiedzą, jak reagować, kiedy coś je boli, potrafią nazwać swoje dolegliwości i nie boją się rozmawiać o intymności w prosty, naturalny sposób. To przecież najlepsza profilaktyka przed wstydem, brakiem świadomości czy niebezpiecznymi sytuacjami w przyszłości.

Tymczasem postawa rodziców koleżanki mojego syna pokazuje, iż wciąż żyjemy w społeczeństwie, gdzie okres traktuje się jak „zakazane słowo”. A przecież to normalny element kobiecej fizjologii – coś, co dotyczy połowy ludzkości przez znaczną część życia.

Zamiast uczyć wstydu – uczmy otwartości

Najbardziej boli mnie to, iż niewinne pytanie mojego dziecka spotkało się z tak ostrą, karzącą reakcją. Zamiast potraktować tę sytuację jako okazję do rozmowy i edukacji, wybrano izolację i ocenę. To nie tylko krzywdzące dla mojego syna, ale i dla ich córki – bo w jej oczach okres urasta teraz do czegoś zakazanego, o czym nie wolno mówić.

Nie chcę, by dzieci dorastały w atmosferze milczenia i wstydu. Wolę, żeby moje maluchy od najmłodszych lat wiedziały, jak działa ich ciało, i potrafiły pytać o to, co je zastanawia. Tylko tak możemy wychować pokolenie, które będzie miało zdrowy stosunek do swojej fizjologii i intymności.

Dlatego, zamiast karać dzieci za szczerość, uczmy je, iż pytania są czymś naturalnym, a wiedza nigdy nie jest wulgarna.

Andżelika


Chcesz skomentować albo opisać własną historię? Napisz do nas na adres: redakcja@mamotoja.pl. Czekamy na Twoją opinię.

Zobacz też: Ojca wymazałam z pamięci, gdy miałam 6 lat. Teraz dostałam list z DPS-u i nogi się pode mną ugięły

Idź do oryginalnego materiału