MEN szykuje kolejną zmianę w podstawówkach. Będzie więcej lekcji chemii, fizyki i biologii

1 dzień temu
Od przyszłego roku uczniowie klas 5. i 6. podstawówek nie będą już mieć biologii i geografii. Te przedmioty zastąpi przyroda. Nie jest to jednak jedyna planowana zmiana. Nowy pomysł zakłada, iż w całej podstawówce będzie więcej lekcji z przedmiotów przyrodniczych. Ale mają być rozłożone "bardziej równomiernie, by nie przeciążać uczniów".


Przygoda z naukami przyrodniczymi dzisiaj zaczyna się w 4. klasie podstawówki. Wtedy w planach lekcji pojawiają się dwie lekcje przyrody w tygodniu. W klasie 5. przyroda znika, a jej miejsce zajmuje biologia i geografia – po jednej godzinie w tygodniu. Tak samo jest też w klasie 6. Potem jest już trudniej, bo w klasie 7. uczniowie mają już nie tylko biologię i geografię, ale też chemię i fizykę. Na każdy z tych przedmiotów są w tygodniu dwie lekcje. Ciut lżej robi się w klasie 8. przez cały czas są wszystkie te cztery przedmioty, ale biologia i geografia jest tylko raz w tygodniu.

Lekcje przyrody po nowemu


Ten znany od lat system odchodzi już do przeszłości. Według planów MEN od września przyszłego roku na lekcje fizyki, geografii, chemii i biologii uczniowie będą chodzić dopiero w klasach 7. i 8. szkół podstawowych. Wcześniej mają się uczyć przyrody, superprzedmiotu łączącego wiedzę ze wszystkich tych dziedzin. Na lekcjach ma być dużo eksperymentów naukowych, do tego będą je mogły prowadzić zespoły złożone z kilku nauczycieli, w zależności od omawianego tematu.

Na tym jednak się nie skończy. Wszystko wskazuje na to, iż zajęć z przedmiotów przyrodniczych będzie w podstawówkach więcej niż teraz. Zwiększenie liczby godzin proponuje Instytut Badań Edukacyjnych. A jako iż jest to instytucje, której szefowa MEN zleciła przygotowanie założeń wielkiej reformy systemu edukacji, to należy się spodziewać, iż pomysł zostanie wcielony w życie.

A gdy tak się stanie, to zmianę odczują już czwartoklasiści. Zamiast dwóch lekcji przyrody w tygodniu będą mieć trzy. Tyle samo zajęć z tego przedmiotu mają mieć uczniowie klas 5. i 6. W klasach 7. gdy zamiast przyrody pojawią się cztery osobne przedmioty, układ będzie wyglądał następująco: po dwie godziny biologii i geografii w tygodniu, a oprócz tego po jednej godzinie fizyki i chemii. A potem w klasie 8. proporcje zostaną odwrócone ­– biologia i geografia będzie w planach lekcji tylko raz w tygodniu, za to na chemię oraz fizykę uczniowie będzie trzeba chodzić dwa razy w tygodniu. W sumie będzie to 21 godzin przedmiotów przyrodniczych tygodniowo przez całą podstawówkę, czyli więcej niż jest dziś.

Pomysł z dalekiej Australii


Eksperci IBE przekonują, iż podobny system funkcjonuje w wielu innych krajach i dobrze się sprawdza. A potwierdzają to wyniki uczniów z tych państw w międzynarodowych badaniach dotyczących wiedzy przyrodniczej. Jako przykład specjaliści podają Singapur, Australię i Irlandii, gdzie poziom wiedzy z nauk przyrodniczych jest wyższy niż w Polsce. A uczniowie we wszystkich tych krajach mają w szkołach jeden przedmiot łączący kilka nauk przyrodniczych.

"Interdyscyplinarne podejście, które integruje treści z różnych przedmiotów, to również sposób na rozwijanie głębszych, bardziej elastycznych i twórczych sposobów rozumowania. Takich, które pozwalają kompleksowo mierzyć się z problemami i będą bardziej użyteczne w mierzeniu się z wyzwaniami współczesnego świata. Takie metody nauczania rozwijają też u dzieci ciekawość świata i pozwalają oswoić (i lepiej przyswoić) trudne treści" ­– przekonują na swojej stronie internetowej eksperci z IBE. Ich propozycja zwiększenia liczby lekcji z nauk przyrodniczych, ma niedługo trafić do konsultacji.

Źródło: ibe.edu.pl


Idź do oryginalnego materiału