Zdzisława Gruzla została Krakowską Mistrzynią Ortografii 2026, choć popełniła 16 błędów w dyktandzie dla dorosłych. Nina Gacek zwyciężyła wśród dzieci i młodzieży do 15. roku życia. Za nami IX Dyktando Krakowskie. Oto jego laureaci i treść dyktanda w obu kategoriach.
Dyktando Krakowskie, największy konkurs ortograficzny w Polsce, odbyło się w w sobotę, 7 marca 2026 roku, w kategoriach open oraz junior. Autorką dyktanda była tradycyjnie dr hab. Mirosława Mycawka, prof. UJ, która już w połowie lutego deklarowała, iż uczestnicy IX edycji zmierzą się nowymi zasadami ortografii, które zaczęły obowiązywać z początkiem tego roku. Przygotowane dla uczestników teksty okazały się trudne.
Częstochowianka najlepsza w Krakowie
Z nowymi zasadami oraz innymi pułapkami ortograficznymi najlepiej poradziła sobie Zdzisława Gruzla, która została Krakowską Mistrzynią Ortografii 2026, popełniając 16 błędów. O dwie pomyłki więcej miała kolejna Joanna Krynicka. Podium zamknął Jakub Wasilewski z 19 błędami na koncie.
– Jestem w szoku, bo po napisaniu dyktanda sprawdziłam sobie kilka nazw typowo krakowskich i wiem, iż to spaprałam, brzydko mówiąc. Gdybym nie wygrała, musiałabym tu przyjechać ponownie i przespacerować się po różnych obiektach, bo nie znam tego miasta. Jestem Częstochowianką i była to dla mnie czarna magia. Muszę podkreślić, iż przygotowywałam się do startu od stycznia, jak zmieniły się zasady pisowni. Czytając słowniki, zapisywałam w jednym zeszycie nazwy własne, w drugim łacina, w kolejnym pisownia z i bez łącznika. Później to wszystko sobie powtarzałam. Nie da się inaczej. Ale jak widać, marzenia spełniają się. Trzeba pracować, ćwiczyć mózg i pamięć – powiedziała Zdzisława Gruzla, Krakowska Mistrzyni Ortografii 2026.
fot. Anna Wojnar / Centrum Prasowe UJLaureaci IX Dyktanda Krakowskiego – kategoria open
Zdzisława Gruzla (16 błędów)
Joanna Krynicka (18)
Jakub Wasilewski (19)
Maciej Biniszewski
Małgorzata Denys
Tomasz Chrobak
Jarosław Jurkowski
Marcin Ciura
Anastazja Oleśkiewicz
Anna Pietrzak-Borowska
Przygotował ją tata
Wśród dzieci i młodzieży do 15. roku życia, którzy zmierzyli się z tekstem „Żegnaj, marzanno!”, zwyciężyła Nina Gacek (7 błędów). Drugie miejsce zajął Antoni Kasprzyk (8 pomyłek). Ostatnie miejsce na podium przypadło ex aequo Łucji Drozdowskiej i Aleksandrze Matule, które popełniły jeden błąd więcej.
– To było moje czwarte dyktando. Przed rokiem zajęłam szóste miejsce. Liczyłam znów na pierwszą „10”, ale nie spodziewałam się, iż wygram. W tekście było kilka wyrazów, które mnie zaskoczyły, ale dałam sobie radę. Jestem bardzo wdzięczna mojej polonistce i tacie, którzy mnie przygotowywali. Uwielbiam polski, to mój ulubiony przedmiot – powiedziała Nina Gacek, triumfatorka w kategorii junior.
fot. Anna Wojnar / Centrum Prasowe UJLaureaci IX Dyktanda Krakowskiego – kategoria junior
Nina Gacek (7 błędów)
Antoni Kasprzyk (8)
Łucja Drozdowska (9)
Aleksandra Matuła (9)
Maria Stroińska
Jakub Chruścicki
Maria Młocek
Milena Rzeplińska
Nina Matras
Katarzyna Pasteczka
Teksty IX Dyktanda Krakowskiego
Kategoria open: „Genius loci albo fatalne zauroczenie”
W nauce byłem nienajlepszy i nie najbardziej zaangażowany. Tworzyłem haiku, pochłaniałem powieści Joyce’a i Josepha Conrada, grywałem w squasha i żyłem mrzonkami o studiach w Krakowie, zażerając się to chałwą, to halawą, to crème brûlée. Ojciec, zażywny, acz zrzędliwy Pułtuszczanin, wnuk pół-Tuareżki, pół-Abchazki, jako iż był pułkownikiem po Wacie, stosował zimny chów i hartował ochoczo mój arcychimeryczny charakter, bym zanadto nie zhardział i nie schamiał. Gdy został attaché, hasał chwacko po świecie. W Compiègne złożył hołd Ferdinandowi Fochowi, a potem hulaj dusza! Słał selfie z wysp Cuszima, przylądka Almadi, Cieśniny Hudsona, pustyni Kara-kum i czort wie skąd jeszcze! À propos czorta…, a zresztą posłuchajcie.
Zaczęło się od błahego challenge’u. Rzekłem sobie: – Cóż szkodzi aplikować na polonistykę, a nuż, widelec się uda. I zdarzył się cud, a po nim wybuch euforii. Skądżeż miałem wiedzieć, iż pewna hoża hurysa już rozlała olej na Placu Matejki? Pożegnałem się z chrapliwie rzężącym beagle’em i rzęchowatym, wolnobieżnym Hyundaiem ruszyłem na podbój neohumanistyki.
Gnałem na pierwszy scs., gdy znienacka tuż pod Collegium Novum wychynął zza węgła jakiś hipster à la matejkowski Wernyhora. W rozchełstanej quasiczamarze i krakusce na sczochranej czuprynie wyglądał jak żywe dziedzictwo kultury. – Dokądżeż to pędzisz, bajoku? – spytał mnie ów ultra-Krakowiak, wymachując zszarzałym szalikiem Cracovii. – Studia to nie chyży chart, nie uciekną. Chodźżeż ze mną, poczujesz tętno miasta. – I podśpiewując „Gaudeamus igitur”, zaczął mnie włóczyć po drink-barach, fast foodach, jazz clubach – od Vis-à-vis przez Hawełkę do Klubu pod Jaszczurami. Nie dał się odwieść od rundki po muzeach: MOCAK-u, MuFo i Mangdze. Z Melpomeną też weszliśmy w zażyłość. W drodze do teatrów Variété i STU, nużąco ponaglał: – Ruszżeż się, chacharze, katharsis samo się nie przeżyje.
Półtrzecia tygodnia przed sesją nasze chilloutowe joint venture z nagła się rozpadło, a mój druh sczezł jak kamfora. Przytłoczony hałdą nieprzeczytanych lektur czułem się jak zhańbiony grzesznik wyjęty wprost z „Boskiej komedii” Dantego Alighieri. Przełączyłem się w tryb last minute: czytanie na wyrywki, hektolitry Tchibo i Coca-Coli oraz survivalowa [surwiwalowa] ekspres-dieta: popcorn, miks orzeszków koli i pinii oraz Lay’sy, których okruszki przyprószały efekt twórczy Rabelais’go i Boccaccia. Na próżno – miszmasz w mojej głowie osiągnął stan klęski żywiołowej. Pod Kościołem Mariackim wsiadłem z głupia frant do dorożki i nagle – eureka! [heureka!] A co by było, gdybym zawarł faustowski pakt z Mefistem? Jeszczem [Jeszcze-m] tej myśli nie skończył, gdy krępe półhucuły, pełne energii dzięki krzepiącej rzodkwi z Korzkwi i niezeprzałej samopszy z Rozprzy, stanęły dęba i w diabelskim szale poniosły powóz w stronę ulicy [ul.] Floriańskiej. Pod Pomnikiem Grunwaldzkim jedna z podków wpadła w poślizg, koń zachybotał, zahaczył chomątem o hydrant. Strumień wody wystrzelił wraz ze mną wzwyż. Omalże zderzyłem się z Kometą Enckego, a gdy spojrzałem w dół, dostrzegłem świeżo stężały śryż na jeziorze Świerzno, płochacze halne pod Hawraniem i brzuch strongmana, który, o dziwo [o dziwo!], chlubnie chudnie w schludnym Hłudnie.
Finał? Ból, gips i „kampania wrześniowa”.
fot. Anna Wojnar / Centrum Prasowe UJKategoria junior: „Żegnaj, marzanno!”
Gdy mróz na Świętego [św.] Marcina, będzie tęga zima – tak brzmi stare porzekadło. Mimo iż w imieniny Marcina było ciepło, zima okazała się nie lżejsza, ale sroższa od poprzednich i wszystkim się uprzykrzyła. Uważnie śledziliśmy na lekcjach przyrody przelot bociana Krutka, który z wszczepionym GPS-em przemierzał trasę z Egiptu do Polski. Po drodze zahaczył o terytoria Syrii, Turcji i Rumunii. Nieopodal Ostrowi Mazowieckiej zrobił sobie postój. Strażnicy Mazurskiego Parku Krajobrazowego skrócili trud jego podróży. Zorganizowali mu podwózkę i pobyt all-inclusive w Krutyni. Tak się z tego ucieszyliśmy, iż postanowiliśmy poszukać oznak wiosny także w Ojcowskim Parku Narodowym. Nasamprzód grupka uczniów pomyliła ścieżkę i zaskoczyła watahę dzików podczas buchtowania. Chojrak Hubert chciał sobie zrobić selfie z warchlakami, ale gdy locha chrumknęła i przypuściła szarżę, tak się przeraził, iż chybcikiem pobiegł do najbliższej skały. Wspiął się chyżo na ścianę i bez wahania chwycił zmurszały hak. Skruszona skała zaprószyła mu oczy, a spod nóg usunęła się skalna podpórka. Chłopak zachybotał i spadł na kępę jeżyny. Wychynął z tych burzanów upstrzony kolcami jak jeż. Tymczasem koleżanki Mai, hałaśliwie się przekomarzając, wparowały do Groty Łokietka. Znienacka w ciemnoszarej szczelinie zauważyły jakiś ruch. Narobiły wrzasku, zakłócając spokój hibernującym tam nietoperzom z gatunku podkowców. By okiełznać harmider, pani zapytała, jakie znamy zwierzęta i rośliny zwiastujące wiosnę. Wśród ptaków prócz bociana wymieniliśmy: jaskółkę, jerzyka, pójdźkę, żurawia, pustułkę i dzierzbę. Jerzy zahuczał, udając puchacza, a my podaliśmy nazwy roślin, takie jak: śnieżyczka, żonkil, zarzyczka, przebiśnieg i hiacynt. Na koniec utopiliśmy marzannę w Prądniku, zrobiliśmy wspólne zdjęcie z Maczugą Herkulesa w tle i czując w sobie hart ducha, wróciliśmy do Krakowa.
fot. Anna Wojnar / Centrum Prasowe UJ(GEG)

6 godzin temu












