
W wolnych chwilach lubię czytać teksty technologiczne, które wychodzą poza branżową bańkę. Tak trafiłem na materiał Diany Gitig w Ars Technica.
Im bardziej się w niego wczytywałem, tym bardziej czułem niepokój. To nie jest historia o technologii. To historia o przyszłości ludzi.
Kiedy myślimy o algorytmach, przed oczami mamy rekomendacje na Netfliksie albo generatory obrazków AI. Tymczasem w cieniu Doliny Krzemowej rośnie nowa, przerażająca branża. Startupy zaczęły sprzedawać bogatym rodzicom algorytmiczną obietnicę zaprogramowania idealnego dziecka. Witajcie w świecie, w którym biologia staje się modelem „pay-to-win”, a fałszywe obietnice technologicznej eugeniki sprzedaje się niczym suplementy diety.
Gdy w 1997 roku na ekrany kin wchodził film Gattaca, wizja społeczeństwa podzielonego na genetycznych arystokratów (powołanych do życia w laboratoriach) i naturalnie urodzony, wadliwy plebs, wydawała się odległym science-fiction. Dziś, jak brutalnie punktuje to najnowsza analiza serwisu Ars Technica (oparta na książce badaczy ze Stanford i Princeton), ten dystopijny scenariusz puka do naszych drzwi. I wcale nie wchodzą przez nie szaleni naukowcy w kitlach, ale uśmiechnięci CEO technologicznych startupów uzbrojeni w Big Data.
App Store dla ludzkich cech
Do niedawna selekcja zarodków podczas procedury in vitro (IVF) służyła jednemu, etycznie uzasadnionemu celowi: wykluczeniu poważnych, często śmiertelnych chorób genetycznych. Dziś jednak technologia poszła o krok dalej, tworząc tzw. wskaźniki poligenowe (polygenic scores). Firmy takie jak Genomic Prediction czy Herasight używają potężnych algorytmów do analizy tysięcy drobnych wariantów genetycznych.
Na tej podstawie oferują rodzicom „kalkulację” przyszłości ich nienarodzonego dziecka. Chcesz, żeby było wysokie? Żeby miało niższe ryzyko depresji? A może wolisz zarodek z najwyższym punktowo potencjałem intelektualnym i zdolnościami muzycznymi? Dziś algorytmy obiecują to wszystko, niczym suwaki w kreatorze postaci w grze RPG.
Algorytmiczna szarlataneria
Problem w tym, iż – jak przystało na wiele cudownych obietnic z Doliny Krzemowej – produkt jest dziurawy, a marketing drastycznie wyprzedza naukę. Ludzkie cechy to nie są proste przełączniki w kodzie (0 lub 1). Na nasz wzrost czy inteligencję wpływają tysiące genów, a ich ostateczny efekt w absolutnej większości determinuje środowisko. Rodzice uiszczają znaczne dopłaty za to, iż algorytm wskaże im zarodek, którego szansa na chorobę serca jest o ułamek procenta niższa niż pozostałych. Tymczasem o wiele większy wpływ na to serce miałoby po prostu zapisanie dziecka na piłkę nożną i karmienie go warzywami.
Co gorsza, algorytmy te są obciążone potężnym biasem populacyjnym i systemowo uprzywilejowują osoby pochodzenia europejskiego. Około 80% wszystkich danych genetycznych, na których trenowano te modele, pochodzi właśnie z tej grupy. To oznacza, iż dla większości globalnej populacji te niezwykle drogie testy to nic innego jak cyfrowa szarlataneria – generują wyniki o wartości rzutu monetą.
Model Pay-to-Win i nowa arystokracja
Amerykańska agencja FDA wciąż traktuje firmy sprzedające „wielogenowe oceny zarodków” równie pobłażliwie co producentów witaminy C. W Europie takie praktyki są zwykle nielegalne, ale w USA to – nomen omen – wolna amerykanka.
I tu dochodzimy do najbardziej przerażającego wniosku. Te algorytmy wcale nie muszą działać, żeby zrujnować społeczeństwo. Wystarczy, iż najbogatsi uwierzą, iż działają.
Jeżeli milionerzy zaczną masowo płacić za „optymalizację” genetyczną swoich dzieci na etapie zarodka, wykreują nową klasę społeczną. Dziecko z łatką „genetycznie ulepszonego” dostanie od rodziców najlepszą edukację, najlepsze środowisko i potężny kapitał na start. Jego sukces i tak będzie gwarantowany, ale społeczeństwo przypisze go elitarnemu DNA, które zostało „zakupione” w klinice.
To ostateczna ewolucja patologii znanej z gier mobilnych – biologiczne pay-to-win. Zamiast naprawiać system edukacji i wyrównywać szanse, branża technologiczna woli sprzedać najbogatszym kolejny abonament na poczucie absolutnej wyższości. Największe ryzyko technologicznej przyszłości może nie tkwić w sztucznej inteligencji, ale w tym, iż zaczniemy wierzyć, iż człowieka można zaprojektować jak produkt.
Google DeepSomatic: nowa AI do precyzyjnego tropienia genetycznych przyczyn raka
Jeśli artykuł Dolina Krzemowa chce programować nasze dzieci. Mroczny biznes „optymalizacji” DNA nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

11 godzin temu









.jpg)



