REKLAMA
MEN, wychodząc naprzeciw zmianom, chce stworzyć takie rozwiązania, które będą korzystne dla dzieci, ich rodziców, nauczycieli i całej lokalnej społeczności. Samorządy chwalą ten kierunek, który ma pomóc w ratowaniu małych szkół w czasie kryzysu demograficznego. Jest jedno "ale". Otóż w przypadku zamiaru likwidacji placówki, wiążąca ma pozostać opinia kuratora.
Zobacz wideo
Tym różni się nauka w Stanach od nauki w Polsce. "Nie siedzą w sali"
Mają pomysł na ratowanie szkół? Ostatnie słowo ma kuratorZmian demograficznych nie da się zatrzymać w krótkim czasie. Jednak to nie oznacza, iż mamy zamykać szkoły, przedszkola i żłobki.W grudniu 2025 roku rząd przyjął projekt nowelizacji prawa oświatowego, w którym zaproponowano powrót do pomysłu szkół zbiorczych jako odpowiedź na walkę z nacierającym niżem demograficznym. Szkoła podstawowa będzie mogła zorganizować naukę dla klas I-III, I-IV albo IV-VIII. Oprócz tego szkoły podstawowe będą mogły tworzyć swoje filie: dla klas I-III albo I-IV. W praktyce oznacza to, iż młodsze dzieci będą chodzić do placówek blisko domu, a starsze - jeździć do szkół zbiorczych. Za transport dzieci i młodzieży zapłacą samorządy.Te najmniejsze placówki, do 70 uczniów, zorganizują świetlicę dla dzieci z oddziałów przedszkolnych. Mają powstawać tam również żłobki, planowane są zajęcia kulturalne i zajęcia dla seniorów. Dzięki temu, iż cała lokalna społeczność skorzysta z budynku, a tym samym łatwiej będzie go utrzymać.
Samorządy oceniają ten krok jako naprawdę skuteczny pomysł. "Kierunek jest dobry" - mówią przedstawiciele władz samorządowych, jednak jest jedno "ale". Są rozczarowani, iż wiążąca i najważniejsza jest tu przez cały czas decyzja kuratora. Zdaniem szefowej resortu edukacji, Barbary Nowackiej, jest to nic innego, jak "uproszczenie części procedur". W tym przypadku rzeczywiście nie zdecydowaliśmy się na zmianę. Ale, np. dzisiaj, chcąc przekształcić szkołę w szkołę filialną, trzeba ją najpierw zlikwidować, a dopiero potem drugą uchwałą powołać placówkę filialną. To w sposób oczywisty powoduje zamieszanie. Zatem zachowujemy konieczność wydania opinii przez kuratora, bo jego zadaniem jest zadbanie o warunki dla dzieci i nauczycieli. Ale okazaliśmy też zaufanie samorządom, zdejmując z nich konieczność przekształcania poprzez likwidację- powiedziała Nowacka cytowana przez portal strefaedukacji.pl."Nikt nie chce być likwidatorem"MEN chce, by o każdym pomyśle likwidacji szkoły bądź przekształcenia placówki w filie, najpierw rozmawiać. Zamiast niepotrzebnej biurokracji i wysyłania zawiłych pism, powinny być organizowane spotkania, gdzie krok po kroku zostaną omówione wszelkie plany. Dzisiaj należy poinformować rodziców o zamiarze likwidacji szkoły, wysyłając powiadomienia. To masa niepotrzebnej biurokracji, a skuteczność umiarkowana. Zaproponowany przez nas model jest o wiele bardziej partycypacyjny i pozwala na uniknięcie wielu problemów. Mówimy samorządom, by planując przekształcenie szkoły, nie wysyłały listów, tylko spotkały się z rodzicami i przedstawiły plan. Przecież nikt nie chce być likwidatorem szkoły, zarówno samorząd, jak i kurator. Ale taką współpracę mimo wszystko chcemy wymusić- podkreśla ministra edukacji.
A Ty? Co myślisz o planach MEN na walkę z kryzysem demograficznym? Napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl.

8 godzin temu









.jpg)



